(…) Jakie zatem homilie do mnie przemawiają? Po pierwsze, głoszone z osobistym przekonaniem. A więc najchętniej mówione „z głowy”, a nie czytane. Jedynym wyjątkiem od tej reguły był św. Jan Paweł II, którego czytane homilie miały dla mnie siłę rażenia większą niż niejedna głoszona „na żywo”. Ale był to jedyny chlubny wyjątek – może po prostu nikt nie potrafi czytać w tak osobisty i zaangażowany sposób?


W mojej parafii jest rezydentem ksiądz profesor, który zawsze czyta swoje homilie. Są mądre i wyważone. Zawierają wiele cennych spostrzeżeń. Odnoszą się do życia i czasem zmuszają do myślenia. Ale nie poruszają serca. Nie przekonują. Brakuje im tego zaangażowania, przekonania, które określa się czasem terminem parezja. Są mądrym wykładem, a nie „głupstwem głoszenia słowa”, przez które „spodobało się Bogu (...) zbawić wierzących” (por. 1 Kor 1,21).
Po drugie to, co jest głoszone, musi być osobiście przeżyte albo przynajmniej przyjęte przez głoszącego. Jeśli mają być przykłady, niech to będą przykłady z własnego życia albo z najbliższego otoczenia. Powoływanie się na pisarzy i poetów, a nawet na świętych, jeśli nie ma tego egzystencjalnego wymiaru, jest tylko niczemu niesłużącym ozdobnikiem. Jeśli głoszący traktuje głoszone treści z dystansem, to dlaczego mieliby je inaczej traktować jego słuchacze? Naprawdę przekonujące są dla mnie tylko słowa tego, kto może szczerze powtórzyć za św. Augustynem: „Karmię was tym, czym sam żyję”.
Po trzecie,… (…)


Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 94 (1) Zima 2022.





Pastores poleca