Była głęboko przekonana o swojej nicości. Całe dzieło, które­mu się poświęciła, uważała za dzieło Boga, niczego nie przypisując sobie. Czuła się „narzędziem i tylko narzędziem” (s. 368)1. Chciała pozostać ukryta przed światem jako prosta siostra pracująca wśród ubogich. Nie życzyła sobie, żeby o niej mówiono czy pisano; doma­gała się zniszczenia prywatnych zapisków i swojej korespondencji, której znaczna część jednak się zachowała. Gdyby nie to, pewnie nigdy nie poznalibyśmy prawdziwej Matki Teresy z Kalkuty.


Miłość do Boga

Od dzieciństwa kochała Jezusa płomienną i niepodzielną miło­ścią. Pragnęła Go pocieszać i zaspokajać pragnienie Jego Serca, po­zyskując dla Niego jak najwięcej dusz. Wszystkie jej ważne decyzje życiowe były aktem odwagi, skokiem w nieznane – bo tak chciał Bóg. Kolejne etapy jej życia wyznaczała rezygnacja z niewątpliwego dobra dla dobra większego – wyjazd na zawsze ze szczęśliwego domu rodzinnego w Albanii do zakonu w obcym kraju i na misje do Indii; odejście ze zgromadzenia, które szczerze kochała, i samotne wyruszenie do slumsów; rezygnacja z życia cichego i ukrytego na rzecz aktywności w skali świata, gdy tego wymagało dobro rozwi­jającego się zgromadzenia.
Nigdy nie szukała cierpienia dla niego samego, było ono sposo­bem okazywania Bogu, że Go kocha. A pragnienia miała wielkie, szalone. „Niech się Ojciec modli – pisała do jednego z zaprzyjaźnio­nych jezuitów – żebym kochała Boga miłością, jaką nikt Go nigdy wcześniej nie kochał” (s. 239).
Życie Matki Teresy z Kalkuty, osoby światowej sławy, zawsze uśmiechniętej, obsypywanej nagrodami, wydawało się otwartą księ­gą, a przecież kształtowała je i zasilała ukryta przed wszystkimi jej relacja z Jezusem. Nawet osoby z jej najbliższego otoczenia nie domyślały się, jaką cenę płaciła za swoje dzieło.

Coś bardzo pięknego

Tak motywowała swój czwarty, prywatny ślub. Złożyła go za zgo­dą spowiednika 7 kwietnia 1942 roku, już po ślubach wieczystych w Instytucie Najświętszej Maryi Panny (sióstr loretanek). „Chciałam dać Bogu coś bardzo pięknego” (s. 48) – zwierzyła się ze swojej ta­jemnicy spowiednikowi. Ten ślub nadał kierunek całemu jej życiu. „Zobowiązałam się – zapisała w notatkach z rekolekcji 17 lat później – przed Bogiem pod karą grzechu śmiertelnego, by niczego Mu nie odmawiać” (s. 477). W szczegól­nie trudnych chwilach odwoły­wała się do... (...)

1 Cyt. za: B. Kolodiejchuk MC (oprac.), Matka Teresa. „Pójdź, bądź moim świa­tłem.” Prywatne pisma „Świętej z Kalkuty”, tłum. M. Romanek, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008. Przy cytatach podano w nawiasie numer strony.

Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 109 (4) 2025.


AGNIESZKA KURYŚ (ur. 1957), filolog, tłumaczka i publicystka.

Pastores poleca