„Gdy któregoś z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą” (Mt 7,9-11).
„Jeśli to zła droga, to będziesz musiał mi pokazać inną, bo ja jej po prostu nie widzę.” W wieku 19 lat wyszeptałam tę modlitwę do Boga, zamknęłam Biblię i zrobiłam w tył zwrot. Moje doświadczenia związków lesbijskich sprawiły, że kwestionowałam chrześcijańskie nauczanie na temat relacji seksualnych między osobami tej samej płci. Wielu chrześcijańskich liderów – od uczestników katolickiego Synodu po pastorów ewangelikalnych „megakościołów” – stawia dziś pytania podobne do moich. Czy jednak wszystkie rozważania na temat rozstrzygniętych raz na zawsze spraw podejmowane są w dobrej wierze? Zbyt często zadajemy pytania, bo nie podoba nam się już udzielona odpowiedź. Nasze „pytania” są w istocie żądaniem innej odpowiedzi.
Pociągu do osób tej samej płci doświadczyłam po raz pierwszy na spotkaniu grupy młodzieżowej w kościele baptystycznym. Siedziałam na podłodze, oparta plecami o kanapę. Jedna z prowadzących spotkanie, młoda mężatka, zaczęła niewinnie bawić się moimi sięgającymi do pasa włosami. Niespodziewanie w moim wnętrzu wezbrała fala uczuć. Ze zmieszaniem czułam, jak moje emocje kierują się ku tej kobiecie. Te uczucia, choć niechciane i zaskakujące, miały przemożną siłę. (...)
AMY E. HAMILTON
Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 109 (4) 2025.

