Chrześcijanie nawróceni z islamu reagują oburzeniem, kiedy nazywa się ich nawróconymi muzułmanami. Dlaczego? Powód jest bardzo prosty: już nie są muzułmanami! Wreszcie są chrześcijanami i etykieta bycia „muzułmaninem na wieki” ich uwiera. W świecie zamkniętych społeczności, z których się wywodzą, właściwie nie ma opcji bycia innym.
Apostazja jest uważana za zdradę i surowo karana, zaś niewierzący i ateiści są bezobjawowi, bo ich niewiara lub ateizm nie zakładają odrzucenia religii lub tożsamości muzułmańskiej. Nawróconym muzułmaninem można byłoby ostatecznie nazwać osobę, która faktycznie poznała Jezusa i może odkryła wiarę wspólnoty chrześcijan, ale nie jest jeszcze ochrzczona, nie doszła do tego momentu. Tymczasem dla chrześcijan wywodzących się z islamu taka etykieta jest jak cierń, choć ich droga wcale nie jest usłana różami, bo nawrócenie w ich przypadku ma swoją cenę.
Cena, którą trzeba zapłacić
Cenę tę najpierw płacą sami misjonarze, gdyż szerzenie chrześcijaństwa napotyka wiele przeszkód. W blisko 50 krajach świata islam jest religią większości obywateli, a w prawie połowie tych krajów jest również religią formalnie uznaną przez państwo, gdzie ustawodawstwo jest zgodne z prawem szariatu. Co to oznacza w praktyce?
Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 109 (4) 2025.
IRMINA NOCKIEWICZ (ur. 1980), konsultantka Papieskiego Stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”, autorka i redaktorka raportu o wolności religijnej na świecie, doktorantka na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie; zaangażowana w międzynarodową inicjatywę „Nasza droga do Boga”.

