W jaki sposób znalazł się Ksiądz na Białorusi? I jak to się stało, że przez 28 lat tam posługiwał?
W swojej seminaryjnej młodości oraz przez dwa i pół roku pobytu w Polsce byłem związany z Drogą Neokatechumenalną. Głosiłem z różnymi ekipami katechezy w parafiach. Odkryłem wtedy w sobie powołanie do bycia katechistą wędrownym, do głoszenia Ewangelii w innych krajach. Podczas spotkania w Porto San Georgio w 1989 roku powstał projekt misji na Wschodzie. Po otwarciu granic Związku Radzieckiego pojawiła się taka możliwość. Pośród wielu księży i świeckich katechistów, którzy zgłosili się do tej misji, byłem też ja. Poprzez losowanie, wraz z dwiema rodzinami, trafiłem na Białoruś. Jedna rodzina była z Lublina – Andrzej i Elżbieta Wojnowscy, a druga – Cezar i Maria Campomar z Hiszpanii. Zostaliśmy posłani przez papieża Jana Pawła II na misję do Homla jako misja implantatio Ecclesiae. Na samym początku, przez dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem, byłem w Mohylewie. W Mohylewie u sióstr od Aniołów spotkało się trzech księży i zrodził się pomysł, by ktoś pojechał do Homla, a ktoś inny posługiwał w Witebsku. Na mnie wypadł Homel.
Posługa na tamtym terenie była związana z językiem rosyjskim i białoruskim, czy tylko z rosyjskim?
Ludzie, w większości z polskimi korzeniami, którzy przetrwali prześladowanie, gromadzili się na modlitwę po domach i się znali. Potrzebowali liturgii w języku polskim. Rozmawiali w większości po rosyjsku, rzadko spotykałem osoby mówiące po białorusku. Dlatego moja posługa na początku była w języku rosyjskim i, jeśli chodzi o liturgię, w języku polskim. Szybko jednak zorientowałem się, że w Homlu tylko starsi ludzie rozumieją polski. Rodziny posługujące razem ze mną stwierdziły, że tylko z językiem rosyjskim, a potem z białoruskim mamy szansę dotrzeć do młodych. Starsi z początku trochę się buntowali. Zachowaliśmy jedną Mszę niedzielną po polsku dla Polaków. Ale celebrowaliśmy także po białorusku i rosyjsku. Zmiana języka głoszenia Ewangelii otworzyła drzwi do serc tych ludzi.
Czy korzystaliście z rosyjskiego tłumaczenia Mszału?
Znaleźliśmy stary Mszał w tłumaczeniu białoruskim, zatwierdzony przez Stolicę Apostolską w latach siedemdziesiątych. Nie był on w powszechnym użyciu, ale z niego korzystałem na początku, bo innych nie było. Mieliśmy, oczywiście, Mszał w języku polskim. Czytania i homilia były po rosyjsku, ryt Mszy świętej po białorusku. W późniejszych latach zarządzeniem kard. Kazimierza Świątka zaczęły wchodzić do użytku księgi liturgiczne w języku białoruskim. Tego też języka się nauczyłem i z Białorusinami rozmawiałem i modliłem się w ich języku, choć na Homelszczyźnie królował rosyjski.
Czy ludzie ci byli rzymskimi katolikami z przekonania, czy przychodzili też grekokatolicy i prawosławni?
Początkowo większość ludzi była związana z... (...)
Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 109 (4) 2025.

