(…) „Urodziłam się chrześcijanką i jeśli z tego powodu mam zgi­nąć, wolę umrzeć jako chrześcijanka” – tak mówiła 54-letnia Khiria Al-Kas Isaac do swych oprawców, gdy ci przystawiali jej miecz do szyi. Gdy islamiści wtargnęli do Karakosz, od razu wzięli się za mieszkających tam niewiernych, jak mówią o uczniach Jezusa. „Kobiety spędzili na główny plac miasta i okłada­li batami, by wyrzekły się Chrystusa” – opowiada Khiria. Z 46 skatowanych ciał płynęła krew. Żadna z kobiet nie wyrzekła się wiary. Rozwścieczony mężczyzna krzyczał do niej: „Nawróć się albo zaraz cię zetnę. A potem przyjdzie kolej na twego męża!”. Kobieta ze spokojem odpowiedziała: „Wolę ponieść męczeństwo”. Tak samo postąpił jej mąż Mufeed Wadee Tobiya. 10 dni niewo­li, codziennych tortur i bluźnierstw pod ich adresem. „Byliśmy pewni śmierci. Wiedzieliśmy o dramacie naszych braci i sióstr z Mosulu. Modląc się na różańcu, powtarzaliśmy Jezusową obietnicę: «Do każdego, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja»” – opowiada Khiria. Nie wie, dlaczego islamiści nagle zmienili zdanie. Wypuścili ją z mężem i dwiema innymi kobietami. Wcześniej ograbili ze wszystkiego. Małżonkowie mieli odłożoną pokaźną sumę na operację nerki Khirii. Po wyczerpującym marszu schro­nili się wśród innych uchodźców w Ankawie. Nie chcą emigrować. Mówią, że to jest ich ziemia. Codziennie modlą się o pokój nad Tygrysem i Eufratem. (…)

BEATA ZAJĄCZKOWSKA

Pastores poleca