(…) Idąc tym mostem, wchodzimy na bezpieczną drogę, która nie tylko ukie­runkowuje nas na dom Ojca, ale prowadzi i syci obecnością Je­zusa. To On ogarnia nas swoją miłością i dlatego trudy samoza­parcia, walki z własną słabością, znoszenia wszelkich przeciw­ności i walk duchowych nie muszą zniechęcić do podążania do pewnego celu. Punktem oparcia są bowiem rany Chrystusa, Jego zmaganie o nas oraz Jego zwycięstwo nad naszą słabością. Opie­rając się na Nim, na Tym, który jest Skałą, jesteśmy wprowadza­ni na kolejny stopień bliskości z Nim samym. To On pociąga nas ku sobie. Trzeba jedynie mocno oprzeć się o Jego rany, o Jego zwycięski krzyż, gdyż „On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze uzdrowienie” (por. Iz 53,5). Konstruk­cja takiego mostu udźwignie każdy nasz ciężar. Czyż nie harmonizuje to ze słowami Jezusa: „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie, i miały je w obfitości. Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10,9-11)?

Pastores poleca