Requiem aeternam kojarzymy najczęściej ze śmiercią i smut­kiem. Większość z nas słyszała choćby fragmenty Requiem Mo­zarta i jeśli nawet nie pamiętamy nazwiska kompozytora, to z pewnością rozpoznajemy niepowtarzalne dźwięki tego dzieła. Zupełnie inaczej jest z muzyką współczesną, po którą z trudem a może nawet z lękiem sięgamy, obawiając się, że to nie dla nas. Wówczas jednak, niestety, wiele tracimy.

31 października 2014 roku odbyła się w Krakowie polska premiera wyjątkowego Requiem Pawła Łukaszewskiego. Obecny był sam autor dzieła. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy po koncercie – podczas rozmowy z jednym ze znajomych muzy­ków grających w orkiestrze – usłyszałem pytanie: „Kto to jest Paweł Łukaszewski?”. To pytanie nie tyle mnie rozbawiło, ile raczej zasmuciło. Trudno się jednak dziwić, skoro Requiem zo­stało zamówione u prof. Łukaszewskiego w Walii, gdzie miała miejsce premiera (w wersji kameralnej) dzieła. Chwała Bogu, że utwór w ogóle został zamówiony i że możemy piękna tych dźwię­ków doświadczyć, choć żyjąc w kraju Chopina, Kilara, Góreckie­go, chciałoby się słyszeć, że w Polsce docenia się polskich artystów za życia. A mamy na to wpływ, chociażby interesując się tą mu­zyką.

Dziesięcioczęściowy utwór, trwający około 55 minut, został skomponowany na sopran, baryton, chór i orkiestrę (kameralną bądź symfoniczną) i jest zupełnie niezwykły: nie tylko z powodu niepowtarzalnej i na całym świecie rozpoznawalnej jakości warsztatu kompozytorskiego autora, ale przede wszystkim z uwa­gi na sposób, w jaki traktuje on dźwięki, a właściwie to, co jest między nutami.

Każda z dziesięciu części Requiem wyjątkowość brzmienia zawdzięcza między innymi temu, że autor – jak sam wspomina – zadedykował je bliskim mu osobom, które właśnie w trakcie komponowania Bóg postanowił zabierać do Siebie. A byli wśród nich m.in.: Wojciech Kilar, John Tavener, kard. Józef Glemp, Wiesława Krodkiewska, Otto Stock.

Paweł Łukaszewski, pisząc muzykę sakralną, bardzo często korzysta z oryginalnych tekstów liturgicznych. Również w Re­quiem usłyszymy w kolejnych częściach łacinę i grekę.

Piękne i bardzo czytelne jest to, że twórca niezwykle świado­mie używa języka muzycznego, by podkreślić treść kolejnych fragmentów a nawet słów, dlatego kiedy w Introicie pojawia się fragment Lux perpetua luceat eis, słuchacz wyraźnie odczuje blask światłości! Pięknie w tym dziele wybrzmiewają również pełne zaufania fragmenty Psalmu 23 (Dominus regit me) śpie­wane przez baryton solo z towarzyszeniem orkiestry.

Natomiast kulminacją i sensem całości utworu jest bardzo trafna i świadoma decyzja kompozytora o zamianie sekwencji Dies irae na fragment Alleluja. Podczas gdy Mozart wprowadza nas swoim pomysłem na brzmienie sekwencji w – delikatnie ujmując – niepokój, Paweł Łukaszewski cytuje pełen pokoju a jednocześnie wiary i dostojeństwa brzmieniowego fragment z Ewangelii według św. Jana 11,25: „Ja jestem zmartwychwsta­niem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie”. Jakże pełne życiodajnej nadziei są słowa słyszane w tym frag­mencie!

Każdy fragment Requiem można by z przyjemnością analizo­wać i szczegółowo opisywać. Od samego początku kompozytor wprowadza słuchacza w przestrzeń poza czasem, świadomie używając środków muzycznych do wydobycia przesłania płyną­cego z treści Słowa i nie po to – jak to się często obecnie robi – aby zmanipulować słuchacza bądź odnieść sukces, ale po to, by dać nadzieję. W Requiem aeternam Łukaszewskiego w każdej nucie, pauzie i tym, co poza nimi, usłyszymy świadectwo wiary autora.

Niech słowa samego twórcy o dziele: „Moje Requiem jest próbą przybliżenia największej tajemnicy naszej wiary” będą również dla wykonawców motywacją, ażeby słuchacze na całym świecie mogli doświadczyć piękna tego dzieła, którego źródło jest w Chrystusie.

Pastores poleca