Bardzo żywym doświadczeniem dla mnie nadal pozostaje moment, gdy po paru dniach naszej posługi zmarła pani chora na koronawirusa, przebywająca na zamkniętym III piętrze. Karawan, grabarze, trumna na wózku... – jednak najtrudniejszy był widok kombinezonów, wielkich masek oraz pakowanie trumny w folie.


Poczułem się wtedy jako ten ktoś gorszy tu, zarażony, zamknięty, odłączony od tych tam, ze świata. Od razu miałem przed oczami obraz średniowiecznej dżumy, gdy grabarze przychodzili pod zabarykadowane drzwi, pytając, czy kogoś wynieść. Wtedy to zmierzyłem się ze śmiercią, z otchłanią, poczułem swoją nikłość. Opanował mnie lęk i strach przed chorobą, śmiercią, mrokiem. Przemieniająca dla mnie stała się liturgia Mszy świętej w Oktawie Wielkanocy. Nadal widzę mój strach, stary, zniszczony, palący się paschał... Dociera do mnie mocniej sekwencja wielkanocna, zmartwychwstały Jezus dotyka mojego lęku i dodaje mi siły. Obok są chorzy, cierpiący, bezbronni wobec sił biologii, zdani na opiekunów. Uświadomiłem sobie, że… (…)

Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 90 (1) Zima 2021.


Pastores poleca