|
Od Redakcji Artykuły Nasza rozmowa Nasza modlitwa Z życia Kościoła Pytania i odpowiedzi Świadectwa Lektury Kultura Drodzy Czytelnicy! Wyobraźmy sobie doświadczonego alpinistę, który zabiera nowicjusza na wspinaczkę. Wyjaśnia zasady bezpieczeństwa w górach, uczy skutecznych gestów i użytecznych węzłów, tłumaczy, jak się zakłada zabezpieczenia, i na koniec związuje się z nim liną. Znakiem wierności jest lina, która łączy wytrawnego wspinacza oraz debiutanta. Zasadność znanego powiedzenia „Wierny jak pies” z pewnością mogą potwierdzić właściciele tych czworonogów. Psia wierność doczekała się nawet pomnika, który można zobaczyć w Krakowie niedaleko Wawelu. Widnieje na nim wymowny tekst: „Pies Dżok. Najwierniejszy z wiernych, symbol psiej wierności. Przez rok (1990-1991) oczekiwał na rondzie Grunwaldzkim na swojego pana, który w tym miejscu zmarł”. Czy doczekamy się kiedyś podobnego powiedzenia: „Wierny jak człowiek”? „Wierność” to słowo, które zwykle kojarzy się z istotnymi elementami relacji międzyludzkich, takimi jak miłość, przyjaźń, lojalność. Ale wierność ma też bardziej cichy, intymny wymiar, mianowicie wierność samemu sobie. Wierność zatem to nie tylko zobowiązanie wobec innych osób, ale też lojalność wobec siebie samego, wobec własnych wartości, przekonań i emocji. W świecie, który coraz mocniej stawia na autentyczność, temat ten wydaje się wyjątkowo aktualny, ale jednocześnie, wbrew pozorom czy pierwszym wrażeniom, niejednoznaczny. (...) Czego się boimy? Trudności, cierpienia, porażki czy samotności? Najbardziej boimy się śmierci! Jezus mówi nam, że pokonał śmierć. On jest życiem, życiem wiecznym. „Przestań się lękać! Ja jestem Pierwszy i Ostatni, i Żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i otchłani” (Ap 1,17-18). Autonomiczny człowiek tworzy historię i Bóg nie odbierze mu tej autonomii. Jednocześnie, po swoim zmartwychwstaniu, Chrystus staje się Panem historii. Autonomiczny człowiek będzie musiał wybrać, czy pójdzie za Nim, czy nie. (...)Myśl teologiczna Jana Pawła II rozwijała się równolegle do jego doświadczeń i przeżyć. Jego biografia pozwala zrozumieć, w jaki sposób kształtowała go wiara – to ona sprawiła, że idea osoby i jej relacji z Bogiem stała się dla niego kluczowa. Z niezwykłej historii życia Papieża warto podkreślić cztery charakteryzujące go cechy: dialog, wiarygodność, odwaga i pokora. Totus Tuus, które wybrał jako swoje wezwanie, nie było jedynie słownym aktem oddania się Matce Bożej. Wiarygodność tego zawierzenia przenikała całą jego postawę. Oddanie całym sobą oznaczało pełne zaangażowanie w życie zgodne z wartościami, bez kompromisów moralnych. Była to postawa integralności i wierności zasadom. Wierność Chrystusowi i wierność nauce Kościoła jest nieodzowna w życiu wiary. Tylko wtedy można głosić słowem i życiem prawdę, dając świadectwo miłości Boga przez własną miłość. Czy jednak zawsze, w każdym przypadku, w każdej sytuacji należy być wiernym Chrystusowi i Kościołowi? Czy czasami wierność Chrystusowi nie wymaga sprzeciwu Kościołowi? Nie ulega wątpliwości, że istnieje szereg różnic między konkretną realizacją powołania do małżeństwa i kapłaństwa. Wynikają one z innego ukierunkowania i odmiennego sposobu realizacji tych powołań, a także innego stylu życia. Wydaje się nawet, że z racji zobowiązania katolickich księży do celibatu można te powołania w pewnym sensie sobie przeciwstawić. Jednak o wiele istotniejsze jest to, co je ze sobą łączy.
Wierność to cecha duszpasterzy, którzy głoszą dokładnie to, co mówił i czynił Jezus, oraz postępują zgodnie z tym, co głoszą. Na takich duchownych możemy liczyć w każdej sytuacji. Oni nas nie rozczarują, nie zawiodą, nie wprowadzą w błąd. Wierni Bogu i przyjętym przez siebie zobowiązaniom są błogosławieństwem dla siebie i bliźnich. Wielką raną dla Kościoła są natomiast ci duchowni, którzy zachowują jedynie pozory wierności, a w rzeczywistości są zdemoralizowani, obłudni i przewrotni.
Zgodnie z Konstytucją dogmatyczną o Kościele Lumen gentium, „ogół wierzących, mających namaszczenie od Świętego, nie może zbłądzić w wierze” (12). Czy w świetle tej obietnicy pasterz Kościoła powinien obawiać się czasów zamętu? - Czym jest nawrócenie?
Autor Listu do Hebrajczyków stwierdza: „Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego” (Hbr 10,31). Bóg jest Bogiem. Można rozumieć to różnie, gdyż każdy na ogół zwraca uwagę na inne przymioty związane z boskością. Będzie to zależne od obrazu Boga, jaki w sobie nosimy. Dla jednych Bóg oznacza miłość (1 J 4,8). Dla kogoś innego – troskliwą obecność (Wj 3,14; filolodzy hebrajscy tłumaczą imię Boga jako „Ja będę [dla was], kim byłem [dla waszych przodków: Abrahama, Izaaka i Jakuba]”). Dla innych jeszcze obraz Boga powiązany będzie z karzącą ręką sprawiedliwości (Ps 19,10; 58,12; Hi 21,22; Syr 16,12; J 5,22; Hbr 12,23; 1 P 1,17). Jedną z cech boskości, obecną przypuszczalnie w percepcji Boga u wszystkich ludzi, jest wszechmoc.
„Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść...” (1 Kor 10,13). Paweł Apostoł przywołuje historię Izraela na pustyni po wyjściu z niewoli egipskiej, aby przypomnieć chrześcijanom w Koryncie, a także wszystkim wierzącym w każdym czasie, że poważne próby wiary i groźne pokusy są nieuniknione na drodze nawrócenia prowadzącej ku wierze dojrzałej. Każdy ksiądz winien być nastawiony na tworzenie więzi z ludźmi i wręcz o nie zabiegać – pisał św. Ambroży z Mediolanu w znanym, powstałym około 390 roku, dziele Obowiązki duchownych. Uważał on więź z wiernymi świeckimi za jeden z najważniejszych elementów w pracy duszpasterskiej. Dlatego poważną część pisma poświęcił omówieniu cnót, przez które duchowni mogą „zyskać przywiązanie ludzi”. Jak przejawia się świętość? Czy przenika przez ludzkie ograniczenia, drobne słabości, śmieszne nawyki i zwyczajność, która ani nie rzuca się w oczy, ani nie porywa? Świętość osiągnęło wielu ludzi szerzej nieznanych, którzy nigdy nie sprawowali kierowniczych funkcji, nie byli liderami ani twórcami uznanych dzieł, ale szli do świętości tak „małą drogą”, że w pewnym sensie byli niewidzialni. Naśladowanie Chrystusa w Jego czystości, posłuszeństwie i ubóstwie wymaga radykalnych decyzji motywowanych wiarą. Nie chodzi tylko o jedną decyzję podjętą na początku drogi powołania. Potrzebne jest jej nieustanne odnawianie, by móc zachować wierność w całym życiu i we wszystkich jego wymiarach. Oznacza to zatem proces wzrastania w zakresie dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej. Ksiądz lub osoba konsekrowana, podejmując zaproszenie Chrystusa do wstępowania w Jego ślady, musi zdawać sobie sprawę z realizmu podjętego zobowiązania oraz znajdować środki pomocne w jego wypełnianiu. 8 maja 2025 roku na papieża został wybrany kard. Robert Prevost, przyjmując imię Leona XIV. Choć od objęcia przez niego urzędu minęło wiele miesięcy, nadal trudno wskazać przewodnie linie jego pontyfikatu. Papież pozostaje bowiem niezwykle ostrożny w swoich słowach, gestach i decyzjach. Wydaje się, jakby za jego rządów wiele spraw toczyło się w Watykanie siłą inercji. Stanowi to radykalny kontrast z postawą jego poprzednika, który niemal każdego dnia zaskakiwał nie tylko świat, ale i własne otoczenie nieoczekiwanymi pomysłami. Za czasów Franciszka Watykan znajdował się w nieustannym stanie podgorączkowym, a pracownicy kurii rzymskiej mieli trudność, by nadążyć za kolejnymi inicjatywami swego przełożonego. W tym czasie Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej dwoiło się i troiło, by wyjaśnić zdezorientowanym dziennikarzom, co Papież miał na myśli podczas swoich ostatnich wypowiedzi i jak interpretować jego „magisterium samolotowe”. Teraz to się skończyło. Za Spiżową Bramę powróciły spokój, stabilizacja i obliczalność. Widać to było od pierwszych chwil obecnego pontyfikatu. Jak powinien się zachować duszpasterz, jeśli ktoś z parafian przychodzi i mówi: „Pan Bóg mi powiedział...”? Czym jest powołanie? Wołaniem czy delikatnym wezwaniem? Owo zaproszenie Pana słyszałam już jako dziewczynka. Była to pewność, że nie założę rodziny. W miarę upływu lat myśl ta dojrzewała. Dziś, mając ponad 30 lat i patrząc na siebie sprzed dwóch dekad, widzę Boże działanie, ufność serca, wielkie zaciekawienie postacią Jezusa. I ta dziewczynka mnie zawstydza, ale też uczy wdzięczności, bo wiem, że Pan (po)wołał mnie od najmłodszych lat. To jedna z najważniejszych łask w życiu. Jestem żoną, matką i położną. Od dziecięcych lat słuchałam opowiadań cioci, która także jest położną, o tym, jak powstaje człowiek i jak przychodzi na świat. Ciocia zaszczepiła we mnie pasję do położnictwa. W głębi serca czułam chęć pomagania. Miałam 18 lat, kiedy pierwszy raz zobaczyłam poród. Przeżyłam niezapomniane chwile, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że zawód położnej jest właśnie dla mnie. I tak rozpoczęła się moja służba. Pamiętam pierwszy, samodzielnie przyjęty poród. Wzruszyłam się do łez, patrząc na matkę przytulającą swoje nowonarodzone dziecko. Mówi się, że położna odbiera porody, a ja przecież niczego nikomu nie odbieram, tylko, wręcz przeciwnie, pomagam przyjąć. Wraz z moją żoną, Patrycją, należymy do kręgu Domowego Kościoła w parafii św. Marii Magdaleny w Magdalence. Jesteśmy sakramentalnym małżeństwem z 15-letnim stażem. Mamy pięcioro dzieci w wieku od 14 lat do 2 miesięcy. Zawodowo oboje jesteśmy lekarzami dentystami – od kilkunastu lat prowadzimy prywatny gabinet stomatologiczny. Z DK jesteśmy związani od 7 lat. Gdy mój mąż oświadczył mi, że odchodzi i chce rozwodu, mój świat runął. Zrozumiałam, że straciłam go na zawsze. Byłam w fatalnym stanie psychicznym. Po kilku latach związałam się z innym mężczyzną. Myślałam wtedy, że przecież ja też mam prawo do szczęścia, że powinnam ułożyć sobie życie od nowa. Wielu moich znajomych, a nawet rodzice, utwierdzało mnie w tym przekonaniu. Był ślub cywilny, impreza (wtedy lubiłam się bawić), potem pojawiło się dziecko – wydawało się, że wszystko układa się idealnie. A jednak.. zaczęło mi czegoś brakować. Mimo iż miałam rodzinę, odczuwałam pustkę w sercu. (...) Dla prawnika wierzącego, wsłuchującego się w stanowisko Kościoła katolickiego, niezwykle trudne są spory o rozwiązanie związku małżeńskiego przez rozwód. W prawie polskim brakuje możliwości wyłączenia sędziego z tego rodzaju spraw z uwagi na sprzeczność z sumieniem. Rozwody orzekane są w składach jednego sędziego zawodowego i dwóch ławników. Wszyscy członkowie składu orzekającego powinni więc z dużą starannością oceniać wcześniej powołane przesłanki rozwiązania związku małżeńskiego przez rozwód, ale mogą w jeszcze większym stopniu poszukiwać wszelkiego rodzaju prognostyków dla powrotu wspólnego pożycia pomiędzy małżonkami, kierowania stron do mediacji i terapii rodzinnych. Autor, rekolekcjonista, kierownik duchowy, teolog duchowości, dyrektor Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie, współpracujący od samego początku z kwartalnikiem „Pastores”, nie wymyśla Kościoła według swoich marzeń czy opinii oraz oczekiwań świata, choć jest ich głęboko świadomy. Odczytuje go według zamysłu Jezusa Chrystusa – z Ewangelii, Dziejów Apostolskich i listów apostolskich, Ojców Kościoła, a także nauczania papieży. Zachęca – jak napisał w Przedmowie do publikacji ks. Wojciech Bartkowicz – „do głębokiej, egzystencjalnej lektury słowa zawierającego nie tylko świętą historię, ale i wezwanie do przemiany. W szkole lectio divina słowo Boże łamie «cedry Libanu» naszej pychy i lęku, każąc brać odpowiedzialność za Kościół – miejsce, gdzie Boża moc objawia się w ludzkiej słabości”. Ta książka to najokazalszy chyba owoc życiowej pasji fryburskiego dominikanina, o. Torrella (1927-2025), pasji twórczego wczytywania się w życie, myśl, duchowość i dzieło św. Tomasza. Wiodącą myślą autora jest odkrycie, że dla Akwinaty życie chrześcijańskie polega na „wyjściu” od Trójcy i „powrocie” do Niej na drodze, której szczytem jest „przyjęcie i obecność Osób Boskich w nas, poznanych i miłowanych w osobistym i bezpośrednim doświadczeniu”, a człowiek osiąga tym pełniejsze szczęście, im bardziej upodobni się do swojego jedynego dobra – do Boga. O wadze tej książki świadczy już sam fakt, że we Francji miała ona trzy wydania, poszerzane i aktualizowane, a w Polsce doczekała się drugiego wydania (uzupełnionego o zaktualizowaną bibliografię), znacznie obszerniejszego nie tylko dzięki uwzględnieniu najnowszych badań nad spuścizną św. Tomasza, ale także dzięki szerszemu rozwinięciu trzech ważnych zagadnień. Plan zbudowania raju na ziemi zawsze napotykał przeszkodę w postaci chrześcijaństwa, a zwłaszcza Kościoła katolickiego. Wieloraki totalitaryzm, wprowadzający ten plan przemocą i podstępem, zaciążył nad całym XX wiekiem. Zadanie zdefiniowania i opisania w skali globalnej zjawiska nazizmu, faszyzmu i komunizmu oraz ich odmian podjął prof. Paweł Skibiński. Jego obficie i rzetelnie udokumentowana analiza historyczna obejmuje okres od rewolucji bolszewickiej do umownej daty roku 1989. Pytanie o źródła „zła stężonego w ideologie i systemy totalitarne” wymaga odpowiedzi w kategoriach nie tylko historycznych czy socjologicznych, ale egzystencjalnych i ostatecznych, gdyż niezależnie od przyjętej perspektywy „wieloaspektowa i masowa zbrodnia dokonana przez zwolenników totalitaryzmu jest doświadczeniem egzystencjalnie fundamentalnym dla współczesnego człowieka”. Urodzony w roku 1974 bp Erik Varden OCSO należy – jak sam pisze – do pokolenia, które przychodząc na świat po „kulturowych bataliach” lat sześćdziesiątych, proces rozmnażania człowieka poznawało już w szkole podstawowej, miało łatwiejszy niż kiedykolwiek kontakt z pornografią oraz było powszechnie przestrzegane przed szkodliwymi skutkami zahamowań seksualnych. Jego wstąpienie do zakonu przypadło z kolei na czas, w którym odbiły się szerokim echem skandale wykorzystania seksualnego w Kościele. Zważywszy ponadto na „amnezję, której uległ Zachód, jeśli chodzi o swoje chrześcijańskie dziedzictwo”, autor odchodzi od obcego dla wielu kościelnego języka, szukając dróg przedstawienia czystości tak, by stała się ona zrozumiała i atrakcyjna dla współczesnego człowieka. Czy w obecnej, nabrzmiałej emocjami sytuacji społeczno-politycznej można przedstawić swoje stanowisko w sposób nieagresywny, kulturalny, nie używając argumentów ad personam, a oddziałując – i to jak – jedynie siłą racjonalnych argumentów? Czytelnik, który niezrażony nieco prowokacyjnym tytułem i okładką, weźmie do ręki książkę ks. prof. Piotra Mazurkiewicza, nie tylko przekona się, że jest to możliwe, ale także zapozna się z tematyką właściwie nieobecną w dzisiejszym publicznym dyskursie, dokonując wielu odkryć intelektualnych. Według znawców alpinistyki czterotysięcznik Mont Blanc (4805--4808 m n.p.m.) stanowi „dach Europy”. Nie zbudował go człowiek, lecz natura. Jeżeliby jednak poszukać „dachu Europy”, który nie jest tworem natury, lecz człowieka, a zatem kultury, to byłby nim bez wątpienia dach Katedry Notre-Dame w Paryżu. Nakładem ogromnych środków finansowych i czasowych udało się odrestaurować dach zniszczony pożarem w 2019 roku. Swoistym finałem odbudowy było otwarcie Katedry 7 grudnia 2024 roku. Kiedy arcybiskup Paryża, Laurent Urlich, po trzykrotnym symbolicznym zapukaniu, otworzył drzwi świątyni, rozległ się śpiew czterogłosowego chóru, który przyzywał od pierwszych słów Tę, której zadedykowano tak istotną dla duchowego wymiaru Europy świątynię – Maryję. Wykonany w ów szczególny czas utwór, to nie dzieło żadnego prominentnego przedstawiciela francuskiej, niemieckiej, brytyjskiej, hiszpańskiej czy włoskiej bogatej kultury muzycznej. Zabrzmiał wtedy utwór współczesnego artysty, reprezentującego niemniej znamienitą polską kulturę muzyczną – „Totus Tuus”, op. 60, skomponowany przez Henryka Mikołaja Góreckiego (1933-2010) w 1987 roku. |
Pastores poleca |