|
Od Redakcji Artykuły Nasza modlitwa Z życia Kościoła Pytania i odpowiedzi Świadectwa Lektury Kultura Drodzy Czytelnicy! Cała rzeczywistość Bożego objawienia, tego naturalnego poprzez dzieło stworzenia, a zwłaszcza tego nadprzyrodzonego i osobowego, dociera do nas jako słowo. Ażeby mogło być ono przyjęte, Bóg stworzył człowieka zdolnego do słuchania wpisanego w strukturę jego natury. Dzięki temu każdy może słuchać Boga, który nieustannie do niego mówi, a także drugiego człowieka i otaczającego świata. Jednak sama zdolność słuchania, będąc darem Boga, domaga się ludzkiej pracy. Słuchania nie możemy bowiem nauczyć się raz na zawsze, ale jesteśmy zdani na uczenie się go na wszystkich etapach życia.
W znanej piosence Grzegorza Turnaua jest mowa o linoskoczku, który zgrabnie idzie nad przepaścią, wychylony do przodu, skupiony na tym, co przed nim, niewidzący ziemi pod stopami, niepewny, ale jednocześnie uważny. Nie paraliżuje go lęk – jest w nim chęć dotarcia na drugą stronę. Wydaje się, że ten poetycki obraz da się odnieść również do sytuacji Kościoła idącego przez dzieje, świadomego, że ociera się o skrajności po obu stronach, że nawet niewielkie odchylenie może zakończyć się upadkiem. Jak mawiał G. K. Chesterton, wyprostowanym można być tylko w jeden sposób, podobnie jak kąt prosty to 90º, a nie 89º czy 91º.
W ostatnim czasie wiele w Kościele mówi się o krzywdzie, zwłaszcza w kontekście osób, które zostały poranione w sferze seksualnej, tak bardzo delikatnej, intymnej, wrażliwej. Krzywdzenie jest dużo szerszą przestrzenią, której doświadczamy na co dzień, czasem nawet nieświadomie. Warto zatrzymać się na słowie „krzywda”, szukając zrozumienia tego, co właściwie się dzieje, kiedy jesteśmy krzywdzeni i kiedy krzywdzimy innych. Spróbujemy także poszukać odpowiedzi na pytanie: co zrobić z krzywdą?
Diagnozowany przez Jana Pawła II w Reconciliatio et paenitentia kryzys sakramentu pokuty nie wynika jedynie z sekularyzacji, lecz przede wszystkim z głębokich przemian antropologicznych. Jego rdzeniem jest paraliż sumienia: zanik poczucia Boga prowadzi do zaniku poczucia grzechu (18). Współczesny człowiek przestaje widzieć grzech jako zerwanie relacji z Bogiem, redukując go do problemu psychologicznego lub społecznego – a wówczas sakrament pojednania traci rację bytu.
Ze słuchania rodzi się nie tylko wiara, ale też relacja, prawdziwa więź. Dzięki niemu nabywamy wiedzę, kulturę, obyczajowość. Słuchanie nas rozwija. Należy przy tym rozróżnić słyszenie, które jest procesem biernym, od słuchania. Można słyszeć dźwięki i słowa zmysłem słuchu, można rozumieć intelektem to, co słyszymy, można nawet to zapamiętać, ale nie poznać istoty tego, co ktoś chciał nam przekazać. W sztuce słuchania chodzi o coś dużo głębszego, bo o zrozumienie drugiego, innego przecież człowieka. Wymaga to zaangażowania woli, uważności, świadomości. Słuchać to prawdziwie usłyszeć, wsłuchać się, a czasem nawet zasłuchać. Rozmowa duchowa – kierownictwo, spowiedź, dzielenie się – jest niezbędnym elementem na drodze wewnętrznego wzrostu. Nawet mistycy potrzebują obiektywizacji swoich natchnień. Dobra rozmowa zakłada słuchanie. Judeochrześcijańska tradycja religijna zna tę zdolność od swego zarania, od Szema Israel przez „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha” po „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. Jest ona sprawą fundamentalną, sztuką i umiejętnością, która warunkuje zrozumienie i udzielenie pomocnej odpowiedzi. Jak każda dobra zasada, tak i ta może zostać jednak przeakcentowana i stać się sztuką dla sztuki. W rozmowie dotyczącej intymnych rzeczy duchowych ważne są, oczywiście, delikatność i stworzenie atmosfery szczerego zaufania. Zamiast „kierownictwo duchowe” używamy dziś pojęcia „towarzyszenie”, które definiuje styl rozmowy. Rzeźba przedstawiająca św. Benedykta autorstwa br. Antoine’a Chauvela, dawnego konwersa z opactwa cysterskiego Notre-Dame de Tamié, choć skromna w swoich wymiarach, należy do tych dzieł, które nie tylko spełniają wszystkie warunki związane z kategorią piękna, ale także operują doskonałym teologicznym skrótem. Przy bliższym i bardziej uważnym spotkaniu z tym dziełem postać Benedykta zdaje się schodzić na drugi plan, żeby zostawić miejsce na kontemplację misterium rozkazu i zarazem prośby: „Posłuchaj”.
1 listopada 2025 roku powiększyło się grono doktorów Kościoła. Papież Leon XIV uroczystym aktem włączył do niego św. Johna Henry’ego Newmana (1801-1890). Kim jest nowy Doctor Ecclesiae Universalis? Urodzony w Londynie angielski duchowny i intelektualista, inicjator Ruchu Oksfordzkiego, potem najsłynniejszy konwertyta z anglikanizmu na katolicyzm, kardynał i współautor odrodzenia katolicyzmu w Anglii – to postać dobrze znana. Gorzej jest chyba ze znajomością jego myśli.
Od momentu, kiedy internet przestał być już tylko dodatkiem do codzienności, a stał się cyfrowym środowiskiem życia człowieka, tempo zmian dokonujących się w kulturze masowej nabrało niesamowitego przyspieszenia. W roku 2024 plebiscyt na Młodzieżowe Słowo Roku wygrał, tajemniczo brzmiący dla wielu dorosłych, termin „sigma”. Jeszcze w ubiegłym roku było to słowo nieustannie powtarzane przez nastolatków w przeróżnych kontekstach, zaś z ich smartfonów można było usłyszeć kiepskiej jakości piosenkę, towarzyszącą tiktokowym nagraniom, której refren brzmiał: „Sigma boy...”.
Kilka lat temu kwartalnik „Pastores” opublikował numer zatytułowany „Formacja bez seminarium”. Jak Ksiądz Rektor skomentowałby tak postawione podejście do przygotowania do sakramentu święceń? W kościele Wieczerzy Pańskiej w Górze Kalwarii, w którym spoczywa św. Stanisław Papczyński, założyciel Zgromadzenia Księży Marianów, znajduje się niesiony w procesjach eucharystycznych zabytkowy feretron. Ten namalowany w XVIII wieku obraz ukazuje z jednej strony oko opatrzności Bożej, a z drugiej rzadko spotykane, a może nawet jedyne przedstawienie ucha opatrzności Bożej. Zdanie tytułowe, choć wydaje się truizmem, wyjęte ze swojego biblijnego kontekstu może budzić pewien niepokój. Wiemy przecież, z historii i osobistego doświadczenia, że wielu, sądząc, że podąża za głosem Boga, słuchało w istocie określonej ideologii, wątpliwej proweniencji objawień czy nauk lub po prostu własnych emocji, pożądliwości i wyobrażeń. Pokusa przypisywania Bogu swoich poglądów i intencji dotyczy nas wszystkich, a uleganie jej zwykle prowadzi do krzywd ludzkich na większą czy mniejszą skalę – od potwornych zbrodni po porzucanie lub lekceważenie obowiązków stanu, gardzenie i manipulowanie innymi czy beztroskie łamanie wybranych arbitralnie praw i reguł w poczuciu, że nas one nie dotyczą, gdyż mamy osobisty kontakt z Najwyższym Prawodawcą i cieszymy się Jego szczególnymi względami.
W tradycji wschodniej ikona to dzieło sztuki sakralnej, które powstaje w konkretnie określony sposób. Ikona, aby zostać uznaną za kanoniczną, dopuszczoną do kultu, musi spełniać pewne kryteria. I odwrotnie: to ikona wyznacza pewne kryteria dla sztuki sakralnej, aby faktycznie jej dzieła były oknem do relacji z Osobami, które przedstawia.
Przyjrzymy się osobie św. Józefa, w którym chcemy zobaczyć ikonę słuchania: człowieka, który nauczył się słuchać „kanonicznie” do tego stopnia, że choć nie pozostawił po sobie ani jednego słowa zapisanego na kartach Biblii, to jednak jego życie niewątpliwie wyznacza kryteria dobrego słuchania. Takiego, które staje się wspomnianym oknem do relacji. Zatrzymajmy się przy kilku wymiarach tej ikoniczności Józefowego słuchania.
Słuchanie jest aktywnością złożoną. Najpierw jest ludzkie, bo do rozmowy wchodzą konkretne osoby z własną historią, schematami obronnymi i aktualną umiejętnością regulowania emocji. Nikt nie słucha „na czysto”, bez wpływu wcześniejszych doświadczeń bycia słuchanym. Słuchanie jest także ascetyczne, bo wymaga świadomego hamowania automatycznych reakcji. Trzeba powstrzymać potrzebę natychmiastowej odpowiedzi, zrezygnować z obrony własnych racji, powstrzymać skłonność do redukowania napięcia za pomocą rad i pouczeń. Słuchanie jest zatem rezygnacją z kontroli na rzecz tolerowania niepewności i gotowości do przeżywania uczuć. W życiu konsekrowanym, tak jak w Kościele, słuchanie może być również teologalne, bo Duch Święty działa często przez to, co emocjonalnie trudne do przyjęcia.
Wydana przed trzema laty watykańska instrukcja Faciem tuam, Domine, requiram – Posługa władzy i posłuszeństwo2, wydaje się być dokumentem mało znanym i odnoszonym zasadniczo do osób konsekrowanych. Tymczasem jego przesłanie okazuje się niezwykle ważne i aktualne dla wszystkich chrześcijan, a zwłaszcza dla tych, którzy we wspólnotach podejmują różnorodne funkcje. Wszyscy należący do wspólnoty Kościoła doświadczają pewnej formy zależności od jakiejś władzy i powołani są do posłuszeństwa okazywanego Bogu. Warto więc na nowo odczytać ów dokument i pochylić się nad jego przesłaniem, by coraz głębiej rozumieć, czym jest posługa władzy i posłuszeństwo.
To prawdziwa historia. Mąż zostawia żonę dla innej kobiety. Mają troje małych dzieci. Mężczyzna pytany ,,dlaczego?” odpowiada, że w jego środowisku wszyscy tak robią. Takich dramatów jest u nas coraz więcej, dlatego coraz częściej stają naprzeciwko siebie: po jednej stronie zdrada, egoizm i relatywizm, a po drugiej odpowiedzialność, krzywda i prawda. Znajomi takich małżeństw nie chcą się wtrącać, broń Boże napominać, bo przecież ,,każdy ma prawo decydować o sobie”. Przypominają się słowa Josepha Ratzingera: ,,Powinniśmy uznać fakt, że istnieje spór o wartości, w którym chrześcijanie muszą bronić nie tylko Kościoła, lecz także człowieka stworzonego przez Boga”1.
Niniejsza bardzo prosta refleksja dotyczy świętości – tematu podjętego w minionych miesiącach z nowym zaangażowaniem przez papieża Leona XIV. Całe życie ludzkie jest – jak pisał Jan Paweł II w Liście do kapłanów na Wielki Czwartek w 2001 roku – „dążeniem do świętości”. Dobitnie wyraża to Pismo Święte: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,1). To samo wezwanie w Chrystusie staje się zaproszeniem do doskonałości na wzór Ojca: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). Świętość to nasze najwznioślejsze powołanie. Odnosi się ono zwłaszcza do księży.
Jak wsłuchiwać się w świat i słuchać słowa Boga, by głosić Jego, a nie siebie?
To Bóg otwiera człowiekowi ucho (Iz 50,5; Ps 40,7). Pytanie o formę słuchania świata i słowa Boga jest zatem pytaniem o sposób relacji z Bogiem. „Uważajcie więc, jak słuchacie” – mówi Jezus (Łk 8,18). Jest w tym echo słów Mojżesza, który o zamyśle Bożym objawionym przez słowo mówił: „Nie jest ono (...) dla was rzeczą błahą, gdyż jest waszym życiem” (Pwt 32,47). Pytanie o głoszenie staje się tym samym pytaniem o wiarę, o relację z Bogiem. Bez tego nie ma sensownego głoszenia i prędzej czy później wpadnie się w pułapkę kaznodziejskiego lustra, w którym odbija się jeden narcyz. Warto spojrzeć na to w kontekście Pisma Świętego, przywołując mniej i bardziej znane fragmenty.
(...) Właściwie już od postulatu pojawiały się we mnie wątpliwości i pokusy zmiany, początkowo na zgromadzenie bardziej radykalne, jak misjonarek miłości, gdy inna postulantka tam przechodziła. Nieco później zapragnęłam życia poświęconego modlitwie, kontemplacji i przez kilkanaście lat miałam myśli związane z przejściem do zgromadzenia kontemplacyjnego. Przez rok na Filipinach mieszkałam w sąsiedztwie sióstr klauzurowych. Jedna z moich współsióstr powiedziała im o moim pragnieniu, więc gorliwie modliły się za mnie.
Z prostych obliczeń wynika, że przez ostatnie 54 lata ponad 600 razy przystąpiłam do sakramentu pokuty i pojednania. A pamięć podsuwa mi wspomnienie aż 10 księży, którzy pełnili w tym czasie wobec mnie, krócej lub dłużej, rolę stałych spowiedników czy kierowników duchowych. Wydaje się więc, że mam całkiem spore doświadczenie i wielki zasób Bożej łaski, który docierał do mnie drogą tego sakramentu przez ręce duchownych. Pan Bóg zawsze przysyłał księży, z którymi łapałam kontakt, oni zaś mogli i chcieli mi służyć.
Jest 2 września, godzina 7.55. Wchodzę schodami do Szkoły Podstawowej im. Janusza Korczaka. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że 36 lat temu wyszedłem z tej szkoły jako jej absolwent, teraz zaś wchodzę do niej jako nauczyciel religii, a jeszcze niedawno byłem magistrem kleryków i formowałem alumnów w seminarium.
Na początku życia zakonnego było we mnie dużo buntu, niezgody na wiele aspektów formacji, na zasady, które nie rezonowały z moim duchem. Tak wiele chciałam zatrzymać dla siebie...
Często zadawałam sobie pytanie, dlaczego trwam i jestem posłuszna, mimo takiej niejasności i buntu. W postulacie zdecydowałam postawić wszystko na jedną kartę i żyć bez strachu. Mocno mi to uświadomiło, że potrzeby przynależności do wspólnoty nie chcę zamieniać na utratę autentyczności i wolności.
Odstawienie pierwszego dziecka od piersi bywa trudne. Moje wypadło we wspomnienie Matki Bożej Bolesnej, więc do Niej pukałam o pomoc. W takich matczyno-dziecięcych doświadczeniach najtrudniejsze dla matki wcale nie są własne fizyczne dolegliwości, ale świadomość, że będzie musiała znieść cierpienie dziecka, domagającego się znajomej formy pocieszenia i bliskości, która nagle zostanie mu odebrana. Dlatego Matka Boża Bolesna to dobra towarzyszka tego czasu zmagań.
Biblista, z osobistą pasją poznawania i przybliżania innym Pisma Świętego, w 9 rozważaniach poświęconych postaci św. Józefa z Nazaretu zaprasza do pogłębionej modlitwy, a przez to nawiązania nowej relacji z mężem milczenia, czujnego słuchania i posłuszeństwa. Teksty te są owocem konferencji wygłoszonych podczas dni skupienia w Domu Sióstr Felicjanek w Przemyślu w latach 2021- -2022 – ks. prof. Stanisław Haręzga w ten właśnie sposób odczytał zachętę papieża Franciszka zawartą w liście Patris corde, by postać św. Józefa lepiej poznać i się z nim zaprzyjaźnić. Medytacje biblijne w formie lectio divina pozwalają wejść w wydarzenia, w których Józef miał swój udział.
W protestanckiej Wielkiej Brytanii i szerzej – wśród sceptyków, agnostyków i nawet ateistów XIX i XX wieku św. Franciszek był najpopularniejszym świętym katolickim. Nic więc dziwnego, że Chesterton znał go i podziwiał od dzieciństwa. Fascynował się nim jednak tak, jak większość jego współczesnych, pomijając właściwie jego świętość. Być może dlatego pierwszą książką, jaką napisał po przejściu na katolicyzm, była właśnie biografia Biedaczyny z Asyżu, skierowana do przeciętnego sympatyka idei franciszkańskich pozostającego na zewnątrz Kościoła i traktującego zjawiska takie jak nawrócenie, asceza czy stygmaty z dużą rezerwą lub wręcz wrogością. Autor, były metropolita Nowego Orleanu, rozpoczyna swoją książkę od zwięzłej diagnozy rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Wskazuje więc na narcystyczny charakter obecnej kultury, czego efektem są takie oznaki zagubienia, jak wzrost przemocy, agresywne wyrażanie swoich poglądów czy skrajna polaryzacja społeczeństwa. Zauważa jednak, za św. Augustynem, że Bóg wciąż pozostaje największym pragnieniem ludzkiego serca, czego świadectwem są poszukiwania duchowe wielu osób. Nie wiadomo, ile listów napisał św. Augustyn. Znanych jest niespełna 300. Pierwsze polskie wydanie krytyczne pełnego ich zbioru to ważna wiadomość dla każdego, kogo interesują dzieje chrześcijaństwa i proces krystalizowania się doktryny katolickiej oraz duchowość papieża Leona XIV. Tom I wraz z obszernym i treściwym wstępem odnoszącym się do całości i wydany już tom II (Listy 81131, Toruń 2025) ostrzą apetyt na kolejne. To nieocenione źródło wiedzy o epoce, o życiu Augustyna, jego relacjach z ludźmi, obszarach jego aktywności, postawach i poglądach. Otwierając książkę cytatem z encykliki Jana Pawła II Fides et ratio o wierze i rozumie jako dwóch skrzydłach, na których duch ludzki dociera do poznania prawdy o Bogu i sobie, autor – doktor psychologii klinicznej, a zarazem doskonały znawca teologii scholastycznej, zwłaszcza tomizmu – od początku podkreśla złożoną naturę skrupulatyzmu oraz wskazuje zarówno psychologiczne, jak i duchowe środki zaradcze. W kolejnych rozdziałach precyzyjnie wyjaśnia istotę grzechu i różnicę między pokusą, grzechem lekkim a ciężkim oraz to, jak „duszom skrupulatnym” może pomóc nabywanie cnót moralnych, otwieranie się na dary Ducha Świętego, przyjmowanie sakramentów świętych i modlitwa. „Dziadku, kiedy umrzesz? A kiedy nie będziesz już żył, to czy nadal będziesz mnie kochał?” – po tych pytaniach, zadanych znienacka przez wnuka podczas wspólnej jazdy samochodem, autor początkowo zaniemówił z wrażenia, po czym doszedł do wniosku, że w naszej kulturze jedynie dzieci są jeszcze w stanie zadawać swobodnie trudne – a jakże uprawnione – pytania egzystencjalne. Nie rozmawiamy bowiem o śmierci, lecz rozwijamy w tej dziedzinie, jak w żadnej innej, „strategie wypierania się i zaprzeczania lub uciekamy się do sarkazmu, aby nie musieć się zajmować tym, co nieuniknione”. Zapowiadana na następny rok szkolny reforma edukacji określana jest przez jej projektodawców chwytliwym kryptonimem „Kompas jutra”. Zawarte w tej nazwie charakterystyczne dla współczesnych nurtów edukacyjnych pomieszanie różnych porządków, w tym wypadku przestrzeni i czasu, nie wróży dobrze polskiej szkole. |
Pastores poleca |