|
Od Redakcji Artykuły Nasza rozmowa Nasza modlitwa Z życia Kościoła Pytania i odpowiedzi Świadectwa Lektury Kultura Drodzy Czytelnicy! Każdy z nas pragnie szczęścia. Jednak tak naprawdę nie wiemy, czym ono jest, choć tak głęboko go pragniemy. Nawet ci, którym udało się zrealizować swoje pragnienia, nie czują się spełnieni. Szczęście ulatuje niczym motyl ze spełnionych marzeń. Zdobyte krwią i blizną bogactwo, prestiż czy sława okazują się tylko fatamorganą szczęścia. Wśród ruchomych piasków zdobytych szczytów serce dalej usycha z pragnienia. W sercu każdego człowieka tkwi pragnienie bycia szczęśliwym, choć różnie owo szczęście ludzie definiują. Na ogół jedni kładą większy nacisk na dobrostan, spokój i doświadczanie przyjemności, a inni na poczucie sensu i realizowanie wyznawanych wartości, nawet jeśli wiąże się to z niemałym trudem. Te dwie perspektywy nie muszą się wykluczać. Powołanie do szczęścia stanowi ważny aspekt chrześcijańskiej doktryny, której zwornikiem jest przecież perspektywa życia w niebie, czyli wiecznej szczęśliwości. Czy z tego wynika, że człowiek ma prawo do szczęścia? Hiob, biblijna postać Starego Testamentu, stał się jedną z najczęściej przywoływanych w sztuce figur niezawinionego cierpienia. Globalne katastrofy, zbiorowe i osobiste tragedie wciąż wywołują wśród twórców pytania o jego nieugiętą postawę i relację z Bogiem. Ten żydowski sprawiedliwy – umiłowany przez Jahwe, a mimo to dotknięty największymi cierpieniami – to postać szczególnie przypominana po Holokauście. Pytania, gdzie był Bóg, kiedy ginęli niewinni, z jakiego powodu naród wybrany został tak doświadczony, czy można jeszcze wierzyć w Boga po Zagładzie, czy można jeszcze uprawiać sztukę po Auschwitz, podejmowane były przez poetów, teologów, filozofów.
Odwieczne pragnienie szczęścia... Wydaje się należeć do natury osoby ludzkiej – nie ma człowieka, który by go nie doświadczał. Jednak współczesny świat, choć oferuje nam niespotykany do tej pory komfort i technologiczne cuda, zdaje się paradoksalnie pogrążać uszczęśliwianych w ten sposób ludzi w narastającej fali lęku i samotności.
Jak to możliwe, że w erze, w której „szczęście” stało się niemal moralnym obowiązkiem, tak wielu czuje się zagubionych? Warto zastanowić się nad tym fenomenem, łącząc perspektywy psychologii, filozofii i głębokie intuicje teologii chrześcijańskiej. Była głęboko przekonana o swojej nicości. Całe dzieło, któremu się poświęciła, uważała za dzieło Boga, niczego nie przypisując sobie. Czuła się „narzędziem i tylko narzędziem” (s. 368)1. Chciała pozostać ukryta przed światem jako prosta siostra pracująca wśród ubogich. Nie życzyła sobie, żeby o niej mówiono czy pisano; domagała się zniszczenia prywatnych zapisków i swojej korespondencji, której znaczna część jednak się zachowała. Gdyby nie to, pewnie nigdy nie poznalibyśmy prawdziwej Matki Teresy z Kalkuty.
Prowadząc przed kilku laty rekolekcje lectio divina, odkryłem ze zdumieniem, że we wszystkich wybranych przeze mnie tekstach biblijnych nie tylko zawarte jest bezpośrednie odniesienie do życia wiecznego, ale że niezauważenie tego faktu podczas lektury w istotny sposób zmienia sens omawianej perykopy.
Życzymy sobie szczęścia przy wszelkich okazjach. Słowo pojemne jak ocean i bardzo wieloznaczne. Bywa, że składający życzenia rozumie je inaczej niż adresat. Albo nie rozumie, a tylko je wypowiada. Teologia, filozofia i psychologia napisały o szczęściu całe tomy. Niniejszy tekst służy jedynie namalowaniu słowami kilku obrazów, które mogą zainspirować czytelnika do przyjrzenia się własnemu szczęściu. W jaki sposób znalazł się Ksiądz na Białorusi? I jak to się stało, że przez 28 lat tam posługiwał? Czy nie odnosi Pan Profesor wrażenia, że nauka, która nie respektuje faktów, choćby co do początku życia ludzkiego, osuwa się w ideologię i jakąś zadziwiającą „racjonalność”? Czy Jezus może być wzorem szczęśliwego życia? Czy można uznać za szczęśliwe takie życie, w którym nie ma miejsca na spokojne zjedzenie posiłku, a najbliżsi myślą, że mamy poważne kłopoty z samym sobą i z własną racjonalnością (Mk 3,20-21), w którym zaproszenia na obiad stają się udręką, bo wiążą się z uczestnictwem w konfrontacjach, sporach i swego rodzaju testach tożsamości (Łk 7,36-50), w którym nie ma czasu i miejsca na to, aby się porządnie wyspać, bo ciągle ktoś czegoś chce (Mk 4,35-41)? Czy takie życie można uznać za udane, za szczęśliwe? U początku Ewangelii według św. Jana słyszymy o uczniach Jana Chrzciciela, którzy podejmują decyzję, by pójść za Jezusem, i faktycznie wyruszają w drogę. Zapytani przez Niego: „Czego szukacie?” odpowiadają pytaniem: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?”, które można by oddać również jako: „Gdzie trwasz? Gdzie znajdujesz oparcie?” (gr. meno, menein – pozostać, mieszkać, trwać). Jezus zaprasza ich: „Chodźcie, a zobaczycie”. Andrzej i inny uczeń poszli i zobaczyli, gdzie Jezus mieszka (J 1,38-39). Ale pozostając z Nim dłużej, towarzysząc Mu stale, dzień po dniu, mogli się przekonać, że stabilitatem czy auxilium dają Mu nie tyle przysłowiowe zadaszone cztery ściany, bo zdarza się, że „nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć” (Łk 9,58), ile relacja. Gdzie, w kim Jezus znajduje oparcie? W Ojcu! Po czasie Filipowi, proszącemu: „Pokaż nam Ojca”, wyzna: „Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie” (J 14,8-11) i powtórzy to wyznanie, aby usłyszeli pozostali uczniowie i abyśmy również my usłyszeli.
Zgodnie z nauczaniem Soboru Watykańskiego II Eucharystia jest w centrum duchowości wierzących, a jej celebracja powinna być dostosowana do możliwości uczestników, ażeby mogli – co zostało podkreślone w konstytucji Sacrosanctum Concilium – w pełni czerpać z bogactwa znaków i treści liturgicznych (KL, 10). Szczególną troską Kościoła objęte są dzieci, które dopiero rozpoczynają drogę wiary i wymagają odpowiedniego wprowadzenia w tajemnice liturgii.
Chrześcijanie nawróceni z islamu reagują oburzeniem, kiedy nazywa się ich nawróconymi muzułmanami. Dlaczego? Powód jest bardzo prosty: już nie są muzułmanami! Wreszcie są chrześcijanami i etykieta bycia „muzułmaninem na wieki” ich uwiera. W świecie zamkniętych społeczności, z których się wywodzą, właściwie nie ma opcji bycia innym.
W II i III wieku istniały formuły wyznania wiary, które na ogół miały dość luźny, niezobowiązujący wszystkich charakter. Już w Dziejach Apostolskich i Listach św. Pawła spotykamy półformalne streszczenia pewnych prawd, przyswajane przez chrześcijan. Jedne wyrażały prawdę o Chrystusie, inne o Ojcu i Synu, inne o całej Trójcy Świętej. Na szczególną uwagę zasługują wyznania chrystologiczne, kontynuujące apostolską tradycję kerygmatu.
Pornografia osiągnęła rozmiary pandemii. Dane socjologiczne i doświadczenia księży rozmawiających z parafianami potwierdzają wszechobecność pornografii w naszym społeczeństwie. Łatwość dostępu, anonimowość i przystępna cena pornografii w sieci naraziła niezliczone rzesze mężczyzn, kobiet i dzieci na oddziaływanie treści nacechowanych seksualnością w jej najbardziej perwersyjnych i wyuzdanych formach2.
Czy proboszcz ma prawo do szczęścia?
Podczas Niedzieli Misyjnej w mojej pierwszej parafii powiedziałem w homilii, że nie musimy wyjeżdżać na misje, aby być misjonarzami. Mówiłem to do moich parafian, ale też w jakimś sensie do siebie. Bóg lubi zaskakiwać... Kilka miesięcy później uczestniczyłem w rekolekcjach ignacjańskich. Podczas jednej z medytacji, wpatrując się w Chrystusa ukrzyżowanego, miałem zadać siebie następujące pytania: co uczyniłem dotychczas dla Jezusa, co czynię dla Jezusa teraz i co uczynię w przyszłości? „Gdy któregoś z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą” (Mt 7,9-11). Od dzieciństwa marzyłem o tym, by zostać misjonarzem – zafascynowała mnie opowieść pewnego jezuity usłyszana w latach sześćdziesiątych podczas misji parafialnych w Górze św. Jana. Najpierw poszedłem do seminarium diecezjalnego, ale kiedy po roku zorientowałem się, że z diecezji tarnowskiej nie można było wyjechać na misje, przeszedłem do salwatorianów. Przyjąłem sakrament święceń w 1978 roku w Obornikach Śląskich i tam pracowałem przez dwa lata.
Bóg pragnie naszej wolności. Jak szpital jest po to, żeby ludzi uzdrawiać, tak Kościół jest po to, żeby ludzi wyzwalać. Te tak kontrowersyjne dziś tezy autor uzasadnia właściwym sobie gawędziarskim, pełnym humoru językiem, odwołując się do wielu przykładów zaczerpniętych z Pisma Świętego, ale także z życia codziennego, historii oraz osobistego doświadczenia. Przekonuje, że Bóg nigdy nie zniewala nikogo.
Henryk Pietras SJ, patrolog i bizantynolog, opublikował podsumowanie swych wieloletnich badań nad Soborem Nicejskim z 325 roku. Analizował teksty soborowe i listy z epoki w oryginale oraz w przekładzie, a przy tym odrzucił wiele przyjętych do tej pory interpretacji. Jego wnioski podważają utrwalony „mit” o tym soborze jako wydarzeniu zwołanym głównie dla potępienia Ariusza i dla obrony boskości Chrystusa.
C. S. Lewis powiedział kiedyś, że nie ma wystarczająco dużej filiżanki herbaty i wystarczająco długiej książki, by mu dogodzić. Być może nowa książka Petera Kreefta (zresztą zagorzałego miłośnika i znawcy Lewisa) spełniłaby ten warunek – ponad 700 stron to objętość imponująca – należałoby ją jednak porównać nie do filiżanki herbaty, ale do całej bardzo urozmaiconej uczty. Kreeft, profesor filozofii, od lat zajmował się Summą teologiczną św. Tomasza z Akwinu, omawiając przede wszystkim jej wymiar filozoficzny. W tej publikacji postanowił – jak sam stwierdza – „wydobyć z zaćmienia” słońce teologicznej, praktycznej mądrości wielkiego filozofa. Jak przekazywać prawdę o aborcji z miłością, nie idąc na kompromis z własnymi przekonaniami, a zarazem szanując rozmówcę? Na te pytania autorka książki, pełnoetatowa prelegentka pro-life, odpowiada na podstawie dwudziestoletniego doświadczenia rozmów na temat ochrony życia z ludźmi o różnych poglądach. W książce znajdziemy logiczne, a zarazem podane przystępnym językiem argumenty za stanowiskiem pro-life, zarówno natury medycznej, jak i filozoficznej czy prawnej. Największym walorem książki wydaje się jednak nie sama rzetelność argumentów – które można znaleźć w wielu innych publikacjach – lecz nacisk na sposób ich przekazywania.
1000-lecie koronacji dwóch pierwszych polskich królów, Bolesława Chrobrego i Mieszka II Lamberta, to okazja do głębszej refleksji nad Polską i tym, co ją stanowi, do podsumowań i wniosków na przyszłość. Pierwsza koronacja zapoczątkowała czas suwerenności państwa, druga – serię klęsk. Tak wygląda zalążek dziejów Polski, balansujących „między mocarstwowością a niebytem”. Znakomicie je opisuje Grzegorz Górny w zbiorze esejów, publikowanych w latach 2013-2023 w miesięczniku „W Sieci Historii”.
W Markowej, w województwie podkarpackim, w 2004 roku doszło do odsłonięcia pomnika upamiętniającego męczeńską śmierć rodziny Ulmów. Wcześniej, w 1995 roku, Wiktoria i Józef Ulmowie zostali uhonorowani pośmiertnie tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, a w 2010 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył ich Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Wreszcie, w 2016 roku w Markowej powstało Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej im. Rodziny Ulmów, a 10 września 2023 roku w tej wsi odbyły się uroczystości beatyfikacyjne Wiktorii i Józefa wraz z dziećmi. |
Pastores poleca |